środa, 4 czerwca 2014

                                               Rozdział V

Szliśmy z Nico około cztery godziny, aż się ściemniło. W tedy postanowiliśmy, że powinniśmy się zatrzymać w jakimś pensjonacie i przespać, żebyśmy mieli siłę jutro iść dalej.
Zanim opuściłam obóz herosów, zabrałam jedną komórkę Percy'ego... miał dwie, więc pomyślałam, że się nie obrazi. Postanowiłam do niego zadzwonić, chodź wiem, że telefony działają na potwory jak naleśniki na mnie... ( kocham naleśniki ).
-E.. Percy? - zapytałam
-Piper! Wszystko okej? Powiedz mi, gdzie ty jesteś - odpowiedział mój brat
-Spokojnie, jestem z Twoim kolegom, nic mi nie grozi
-Z jakim kolegom Piper?
-Z Nico
Przez chwilę Percy nic nie odpowiedział, przez co się odezwał bardziej zdenerwowany
-Piper, musisz uciekać. Powiedz mi gdzie jesteś i Ci pomogę.
-Po co mam uciekać?
-Jego siostra... zginęła przeze mnie, rozumiesz? Nie jest w obozie, bo za bardzo mnie nienawidzi. Może się mścić teraz, jak dowiedział się, że jesteś moją siostrą. - W tym momencie zamarłam...
-Ale on uratował mi życie Percy
-Piper, błagam Cię... proszę!
-Nie chcę go tak zostawiać, on jest na prawdę w porządku
-Daj mu ten telefon, już
-Okej, poczekaj.
Poszłam do drugiego pokoju, gdzie miał spać Nico i dałam mu telefon. Zaczęli rozmawiać... nie wiem co mówił Percy, wiem tylko, że Nico się wypierał, że nie chce mnie skrzywdzić i, że JUŻ nie szuka zemsty. Oddał mi telefon.
-Percy? Uspokoiłeś się trochę?
-Wybacz. Nie chciałem tego robić, ale widzę, że nie mam wyboru.
W tym momencie poczułam mocne ukłucie w serce i, gdy znowu otworzyłam oczy byłam w... obozie. Tyle przeszłam, a oni mnie tu ściągnęli!
-Co ja tu robię? I gdzie jest Nico?
-Piper, nie można opuszczać obozu bez pozwolenia- powiedział Chejron
-Ale ja nie miałam wyjścia- zaczęłam się usprawiedliwiać.
-Przepraszam, ale musiałeś... martwiłem się, że coś Ci się stanie - powiedział Percy
-Gdzie jest Nico? -Zapytałam
-Spokojnie... nie musisz się o niego tak martwić - powiedział... Jason
-Zadowolony jesteś? Tylko czekałeś, aż mi się noga podwinie, prawda? - Zapytałam Jasona
-O czym ty mówisz! W przeciwieństwie do Ciebie jestem już trochę na obozie i tyle o ile wiem o życiu
-Wiesz tyle o ile o życiu... miało to znaczyć, że ja nie? Nawet nie wiesz, przez co przeszłam, a mnie oceniasz!
-Wiecznie będziemy się tak kłócić? -Zapytał syn Zeusa
-Tak! - odpowiedziałam tak wkurzona, że nie wiem i poszłam do domku.
Zostawiłam plecak, wzięłam złotą monetę i poszłam nad jeziorko.
-Proszę o kontakt z Tomem Cambre - Bronx
Ukazał się obraz... był to mój.. dawny tata?
- E.. hej - Powiedziałam
- O cześć Piper. O co chodzi? - Zapytał
- Chciałam z Tobą porozmawiać.. bo już nie mam z kim
-Posłuchaj... ja bym wolał, żebyś się nie kontaktowała ze mną... Wypełniłem swoją część umowy. Opiekowałem się Tobą, aż do Twojego przybycia do obozu. Nasze drogi się tu rozchodzą
-Ale poczekaj! Przecież tyle lat byłeś ze mną... tak po prostu chcesz mnie już nigdy nie zobaczyć?
-Piper, mam inne sprawy na głowie niż ty, na prawdę. Powodzenia w szukaniu Mamusi itd, buziaki.
-Wiesz kim jest moja Matka? - Zapytałam z nadzieją
-Nie i tyle dobrze... nigdy bm się od Ciebie w tedy nie uwolnił
-Proszę Cię o chwilę rozmowy
-Słuchaj. Mieszkałaś z nami, bo dzięki temu miałem hajsu tyle, ile mrówek jest na świecie... ale umowa dobiegła końca.
W tedy się rozpłakałam i machnęłam ręką, a obraz znikł. Osoba, która była dla mnie tak ważna, teraz nie chce mnie znać... przecież oprócz niego, nie mam nikogo. A on od tak mnie zostawił...
Zobaczyłam Jasona. Podszedł i usiadł koło mnie. Otarłam w tedy łzy, żeby nie widział, że płakałam... ale niestety mi się nie udało.
-Słyszałem całą rozmowę - powiedział
- Nieładnie tak podsłuchiwać - powiedziałam i wstałam, a on za mną
- Martwię się, dlatego to zrobiłem, przepraszam.
-Spoko - powiedziałam. Nie chciałam brzmieć jakbym byłam bardzo zapłakana, ale nic z tego. Popatrzyłam na niego, a on tylko nie przytulił.
-Będzie dobrze, pamiętaj - powiedział
-Wiem - uśmiechnęłam się lekko i poszłam do domku Posejdona.