Rozdział IV
Po wygranej walce z Jasonem, udałam się do mojego domku. Przebrałam się, uczesałam, umyłam i poszłam na obiad. Wracając jeszcze do jednego... Grover jest przyjacielem Percy'ego, jest też Satyrem i chłopakiem Kaliny - driady.- Percy... mam pytanie
- Tak? - Zapytał
- Muszę się skontaktować z tatą... z Tomem, ale Luke coś wspominał, że nie możemy używać telefonów...
- Tak, one przyciągają potwory. Dam Ci monetę, wrzuć ją do jeziorka i o rozmowę ze swoim... to znaczy z Tomem... - mówił Percy
- Okej. - Dał mi monetę, a ja poszłam nad jeziorko i zrobiłam to o czym mówił. Po chwili ukazał się obraz Toma, który je właśnie lunch.
- Ee... tato?
- O! Piper, nareszcie Cię widzę - odpowiedział jakby chciał powiedzieć : Znowu ty...
- Musimy pogadać i to na poważnie - powiedziałam
- No okej, mów...
- Nie jesteś moim biologicznym ojcem prawda? - Zapytałam
- Nie, nie jestem - odpowiedział szybko i krótko, tak jakbym zapytała go czy chce frytki, a on odpowiedziałby, że nie.
- Dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedziałeś?
- Dlaczego mnie wcześniej o to nie zapytałaś Piper? Po za tym Twój Ojciec zabronił mi cokolwiek mówić...
- Czyli kim dla mnie jesteś?
- W sumie... to nikim z rodziny, Twój Ojciec przyniósł Cię do mnie jak miałaś 3 miesiące, zapłacił tyle, że mogę mieć w nosie pracę i tyle go widzieli...
- W takim bądź razie... kim jest moja mama?
- Nie wiem... on mi nic nie powiedział. Wybacz, ale widzisz, że jem lunch, muszę kończyć.
- Ale poczekaj chwilę! - Powiedziałam, ale on już machnął ręką i obraz znikł.
Nie mam pojęcia co dalej... Nie wiem kim jest moja mama, dlaczego to ona się mną nie zajęła... dlaczego Posejdon oddał mnie całkiem obcemu mężczyźnie. Nic nie wiem...
Po kilku minutach ochłonęłam trochę i poszłam na obiad.
- Percy, muszę porozmawiać z Posejdonem
- Piper, jestem na obozie od 2 lat i nigdy go nie spotkałem...
- Naprawdę? To może czas to zmienić? Chcę, abyś udał się ze mną na Olimp
- Piper, nie jest gotowa, aby wyjść z obozu. To, że udało Ci się pokonać Jasona, nie oznacza, że dasz radę w świecie śmiertelników. Na każdym kroku będą czekały na Ciebie kłopoty...
- Hmm.. naprawdę? Nie wiedziałam. A po za tym, rozmawiałam z Annabeth. W tym samy dniu co trafiłeś do obozu, chciałeś SAM wyruszyć do podziemia, aby ratować swoją mamę. Dziwny zbieg okoliczności, bo też byłeś po jednej wygranej walce, nie byłeś na nic przygotowany, a mimo wszystko wyruszyłeś w tak niebezpieczne miejsce.
- Okej, ale ja musiałem ratować mamę
- Właśnie... a ja chcę wreszcie ją poznać. Dowiedzieć się prawdy. A prawdę zna tylko Posejdon
- Piper... nie jesteś gotowa!
- Ty też nie byłeś gotowy i w dodatku byłeś rok młodszy ode mnie - odpowiedziałam stanowczo
- Poczekaj jeszcze trochę... Obiecuje, że za jakiś czas, dowiemy się prawdy.
- Nie to nie, dzięki za pomóc braciszku... - skończyłam obiad i poszłam do domku...
Wiedziałam, że Percy ma teraz lekcje latania na pegazie, więc zaczęłam się pakować. Napisałam mu tylko karteczkę : Wrócę. Wzięłam plecak, trochę jedzenia i poszłam. Po około godzinie, kiedy byłam kilka kilometrów za obozem pojawił się obraz z Percym
- Piper, gdzie ty do diabła jesteś? - Zapytał Percy
- Nie chciałeś mi pomóc, to nie. Sama sobie poradzę, jak przez te wszystkie lata...
- Powiedz gdzie jesteś!
- Haha, po co? Abyś po mnie przyleciał i żebyśmy wrócili do obozu? Nie dziękuję. Do póki nie poznam prawdy o mojej Mamie, nie wracam! - odpowiedziałam
- Piper, nie zachowuj się jak dziecko... - tym razem był to Jason, a to co powiedział, tak mnie rozzłościło, że nie wiem...
- Mógłbyś się nie wtrącać Jason?! - Powiedziałam
- Mógłbym, ale to co robisz jest... - zaczął mówić
- Nierozsądne, dziecinne? Wiem. Ale muszę poznać prawdę - mówiłam, a w tym momencie za krzaków wyskoczył kotek... taki mały słodki kotek.
- Piper! To jest potwór! Nie głaskaj go, wyciąg sztylet, który dał Ci wczoraj Jason! - Krzyczał Percy
- Słyszałeś kotku... jesteś potworem - mówiłam i zaczęłam się śmiać. Kot do mnie podszedł i chciał tylko, żebym go głaskała
- Piper! - Powiedział stanowczym głosem Jason, a ja tylko popatrzyłam na niego, przewróciłam oczami i machnęłam ręką, a obraz znikł.
Po jakiś 3 minutach zobaczyłam Percy'ego i Jasona którzy lecieli na pegazach
- Piper uważaj! - Krzyknął Jason. Zszedł z pegaza, i odsunął mnie od kota, którego przebił go sztyletem.
- Czy ty oszalałeś do końca?! - zaczęłam na niego krzyczeć
- Piper, uspokój się, to nie był dobry kotek z bajek, tu takich nie ma - odpowiedział
Popatrzyłam na Percy'ego i łza zakręciła mi się w oku.
- On to musiał zrobić. Kot by się lada chwila zamienił w coś strasznego i Cię zabił - powiedział Percy
Rzuciłam ostre spojrzenie Jasonowi, popchnęłam go i zaczęłam iść przed siebie.
- Poczekaj, nie możesz iść sama... PIPER! - Krzyknął Percy
- Niech idzie, jeśli jest taka dorosła i nie potrzebuje pomocy - Prychnął Jason
A ja się tylko odwróciła i powiedziała :
- Na pewno nie Twojej...
- Dobrze wiesz, że sama nie dasz rady! - Powiedział Jason
- Nie? To patrz! - powiedziałam, po czym się obróciłam i zaczęłam iść szybszym krokiem przed siebie.
Po około 3 godzinach trochę się zmęczyłam, więc zatrzymałam się na ławce...wyszłam już z lasu, więc czułam się bezpieczniej. Wszystko było okej, do póki nie podszedł do mnie jakiś starszy pan.
- Piper, tak? - Zapytał głosem, który słyszałam w moich koszmarach nie raz
Wstałam nerwowo z ławki, wyciągnęłam sztylet i zapytałam, czego chce...
- Spokojnie drogie dziecko... - powiedział po czym szyderczo się uśmiechnął i zamienił w całkiem inną postać... wysoki mężczyzna w czarnym przebraniu. wyciągnął z kieszeni jakiś przedmiot i próbował mnie nic rzucić, ale udało mi się nie oberwać.
- poddaj się dziecko, nie masz ze mną szans! - Powiedział i uśmiechnął się fałszywie
- poddać się? Nie znam takiego słowa! - odpowiedziałam, po czym rozłożył ręce, a z nich zaczęły wychodzić rośliny, które po kilkunastu sekundach owinęły mnie i zaczęły dusić. Zaczęłam krzyczeć i próbowałam się uwolnić, ale było to na nic.
- Znikaj! - Krzyknął jakiś głos za mną, a w tedy rośliny się zwinęły, a mężczyzna jakby się rozpłynął.
Spadłam na ziemie i zaczęłam głęboko oddychać, bo mało co się nie udusiłam.
- Wszystko gra? - zapytał chłopak... miał czarne włosy, które rozwiewał wiatr i ciemne oczy. Miał kurtkę pilotkę, która miała pewnie z 15 lat i ciemne spodnie - Nico jestem. - Podał mi rękę, żeby pomóc mi wstać
- Jestem Piper
- Heros, prawda? - zapytał
- Może...
- Ja też. Jestem synem Hadesa.
- Czyli widzę, że kolejne dziecko wielkiej trójcy... nie widziałam Cię na obozie.
- Nie pasuje tam. Byłem tam rok temu z moją siostrą Biancą.. Ale on zginęła
- Strasznie mi przykro. Ale... jeśli jesteś synem Hadesa, nie możesz jej wciągnąć z podziemia?
- Próbowałem, wiele razy. Ale przez to, wyciągnąłem moją drugą siostrę Hazel.
- Jej też nie widziałam na obozie.
- Jest teraz na misji z Frankiem i Leo... szukają jakiegoś pierścienia czy coś
- Rozumiem... a jeśli Twoja siostra Hazel wraz z tymi chłopakami wróci do obozu, to ty też?
- Nie... raczej nie. Wpadam tam czasami, ale nie mógłbym tam zostać, źle się tam czuję.
- Szkoda... dziękuję Ci za pomoc, uratowałeś mi życie. Mój brat Percy, będzie Ci wdzięczny
- Czekaj... Percy jest Twoim bratem?! Czyli kolejne dziecko z wielkiej Trójcy.
- Tak uśmiechnęłam się, po czym on odwrócił wzrok
- Jesteś młodsza od Percy'ego?
- Tak, o rok. A ty który rocznik?
- Ja ten co Twój brat. Czemu nie jesteś w obozie? Jesteś nowa prawda? Ostatnio jak byłem na obozie, to Cię nie widziałem
- Tak, jestem od 3 dni na obozie. A teraz idę na Olimp.
- Po co? - Zapytał zdziwony
Opowiedziałam mu krótko swoją historię, a on powiedział:
- Może.. poszedłbym z Tobą? Potrzebujesz pomocy...
- Nie chcę Ci robić kłopotu
- Spokojnie i tak nie mam co robić... wojna dopiero za 2 lata
- WOJNA..? - zapytał
- Opowiem Ci po drodze, chodź - Uśmiechnął się, po czym poszliśmy w drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz