Rozdział II
Obóz jest naprawdę wspaniały. Gdy przeszłam przez bramę na której widniał napis :Camp Half Blood byłam podekscytowana, zdziwiona i oszołomiona. Wszystko wydawało się tak magiczne, nadzwyczajne... z każdej strony ktoś walczył, ćwiczył , ostrzył miecze i wiele innych rzeczy. Widziałam kilku satyrów... to ,,ludzie,, od pasa w dół kozy. Ciekawe połączenie prawda? Są też cyklopi i jeden centaur - Pan Chejron, który jest naszym nauczycielem. Od pasa w dół jest on koniem. Natomiast, gdy wychodzi poza obóz staje się człowiekiem i siada na wózek inwalidzki.
Na razie wylądowałam w domku Hermesa. Jest tu około 25 obozowiczów. Tak na prawdę, liczę na to, że będę córką Ateny. W ewentualności Hekate bogini magii.
Warto też wspomnieć, że na obozie jest 12 domków... jeden domek dla jednej bogini lub boga z 12 największych... a raczej dla ich dzieci.
Poznałam dziś Percy'ego... jest on synem Posejdona. Całkiem fajny, pomógł mi i oprowadził po obozie. Zapoznał mnie też z Annabeth... na początku myślałam, że to jego dziewczyna, ale jednak się pomyliłam. A skąd mam pewność? Było tak...
- Fajna z was para - powiedziałam promiennie
- Przyjaciół... - odpowiedziała Ann.
- A, przepraszam, wybaczcie mi.
- W porządku, nie przejmuj się...
Ale po jej głosie wywnioskowałam, że chciała powiedzieć : Spoko, to nie Twoja wina, ten tu: Percy on nie umie się na nic zdecydować... dlatego wciąż tkwimy w przyjaźni.
Ale pewnie mi się wydawało.
Kiedy przechodziłam koło Wielkiego Domu, zauważyłam... Jasona. Dziś na niego wpadam po raz setny.
- Hej Pipes
-Jason... mógłbyś po imieniu? PIPER?
- Okej, okej, wyluzuj - rzucił ten swój uśmiech i zaczął iść koło mnie. - Jak na obozie? Jak się czujesz?
- W porządku, tu jest naprawdę wspaniale. I tak w ogóle to dziękuje Ci za wszystko - Popatrzyłam na niego i nasze spojrzenia się spotkały. Miał takie piękne niebieskie oczy, które tak szczerze i ciepło na Ciebie patrzyły... Ale po chwili odwróciłam wzrok, a on jeszcze chwile na mnie patrzył, po czym się odezwał:
- Nie ma za co, zawsze staram się pomagać innym półbogom i ogólnie ludziom
- Nie przepadam za ludźmi - powiedziałam
- Wszystkimi? - Zapytał ze zdziwieniem
- Nie! Oczywiście, że nie... znajomi, przyjaciele... ( powiedziałam to, chodź tak na prawdę nigdy wcześniej nie miałam prawdziwego przyjaciela )
- No tak, ale dlaczego?
- Ludzie są bardzo egoistyczni, samolubni, robią wszystko pod własną wygodę i nie patrzą jak przez to, mogą zranić innych.
- Wiesz kogo jesteś córką? - Zapytał, jakby całkiem odwlekł temat
- Nie, ale liczę, że Ateny. Na prawdę ją podziwiam.
- To bardzo prawdopodobne, jesteś naprawdę bardzo inteligentna. Albo też i...
- Kogo? - Zapytałam
-A nie, nie ważne...
Poszliśmy dalej i wtedy weszliśmy na miejsce, gdzie są podawane posiłki.
Jason mi tylko powiedział, że muszę usiąść na razie przy stoliku z domku Hermesa, uśmiechnął się i poszedł usiąść sam przy stoliku dla dzieci, a raczej dziecka Zeusa.
Wydaje mi się, że Chejron zauważył, że zaczęłam znajomość z Jasonem, ponieważ podszedł, a raczej... podbiegł? Do mnie i powiedział, że mogę usiąść przy stoliku z Jasonem, jeśli chcę. Popatrzyłam na syna Zeusa, a on machnął ręką, żebym przyszła. Czułam się trochę nieśmiało, ale usiadłam naprzeciwko niego. Wszyscy zaczęli jeść posiłki oprócz mnie... była lazania. Pewnie pyszna, ale jestem wegetarianką.
- Pipes..r, Piper, dlaczego nie jesz? Zapytał Jason
- Jestem wegetarianką... - odpowiedziałam i popatrzyłam na niego spode łba
Jason wstał i poszedł do Wielkiego stolika, wziął naleśniki i mi przyniósł
- Coś chyba musisz zjeść - powiedział
- Dziękuje... bardzo. - odpowiedziałam i zaczęłam jeść
Wszyscy zaczęli rozmawiać, aż przybiegł jeden ze Satyrów i dał Chejronowi jakąś kopertę, która była tak złota, że aż paliła w oczy.
- Cisza! Ważna wiadomość przyszła, posłuchajcie wszyscy - powiedział Chejron. - Serdecznie informujemy, że Piper McLean jest córką Szanownego Pana Posejdona, boga mórz. Z poważaniem poczta Hermesa.
Myślałam, że się przesłyszałam... od razu popatrzyłam na Percy'ego, a nasze spojrzenia się spotkały.
Chejron schował kartkę z informacją do koperty i popatrzył i na mnie i na Percy'ego.
- Widać, że jesteście rodzeństwem. Kolejne dziecko wielkiej trójki.
Wstałam i powiedziałam:
- to musi być jakaś pomyłka... moim Ojcem nie może być Posejdon, ponieważ jestem córką Toma, on jest moim tatą, od zawsze mieszkamy w Bronx.
- Piper... poczta Hermesa NIGDY się nie myli, szczególnie w tak ważnych sprawach. - powiedziała Annabeth
- Ale to jest niemożliwe - odpowiedziałam bardziej zdenerwowana
- Piper, wychodzi na to, że Tom, nie jest Twoim ojcem biologicznym- odpowiedział Chejron
Wybiegłam stamtąd i zatrzymałam się przed domkiem Apollina, nikt za mną nie wybiegł i to dobrze, chciałam pobyć sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz